Trek Madone… Subiektywnie…

Trek Madone… Subiektywnie…

28/08/2019 Wyłącz przez pawelap

Nowy Trek Madone SLR… Jedni uważają go za jeden z najlepszych rowerów na rynku. Inni
zaglądają do portfela i mówią „drogo”. Jak jest naprawdę? Czy rower jest wart swojej ceny?
Czy jest niezwykły? Jeśli tak, to co stanowi o jego wartości? Co jest całym „clou” tego
projektu?

Nie oszukujmy się, rower wygląda bajecznie. Nietypowe malowanie przechodzące od złocistego poprzez pomarańczowy do fioletu-burgundu (?) (zastrzelcie mnie, ale nie potrafię tego inaczej nazwać) połączone czarno-szarym matem robi wrażenie. Z racji tego, iż z natury jestem wzrokowcem, więc od razu pada sakramentalne TAK – to on, to ten jedyny i żaden inny 😉 Kwestie techniczne w tym momencie schodzą na drugi plan, no bo najważniejsza jest
przecież rama (dwie pary butów w szafie pod kolor to zupełnie „czysty przypadek” ;P). Madonka wywołuje zachwyt, osłupienie i jednocześnie onieśmiela. Przy pierwszym spojrzeniu chce się ją po prostu mieć – nawet niech sobie wisi na ścianie i wygląda. No kto by jeździł takim arcydziełem? I czy na pewno się tym jeździ? Przecież sam jej widok powala 😉

foto: Piotr Saweczko @ Dune Beach Resort Mielno

Podchodzę więc do niej, oglądam, cmokam, podnoszę (wiadomo – nie może ważyć 15 kg), łapię za siodełko i nagle „o !@#$%… ale decha, dawajcie drugiego pampersa w spodenki”. Jednak po chwili uśmiecham się (jak „najszczerzej” potrafię), chwytam rower pod pachę i do domu. Nie, nie… Nie jadę nim… Jeszcze nie. W domu zaczyna się prawdziwe oglądanie, przesuwanie Isospeed, montowanie lampki, Garmina, przykładanie bidonów i zmuszanie rodziny do zachwytów. 😉 Trochę mnie z tropu zbija pytanie „a gdzie on będzie stał…?”. No przecież wiadomo, że w sypialni… Gdy te kwestie zostają ustalone, to siadam i zaczynam się zastanawiać dlaczego to wszystko tyle kosztuje? Pomijam kwestię elektroniki Di2, użytych materiałów w budowie ramy, wsporników i kół. Przecież mógłbym mieć inny rower i też byłoby ok. Czy to wszystko jest tyle warte? Otóż jest… Naprawdę w tym sprzęcie widać szczegółowe dopracowanie w każdym elemencie, zaawansowane technologie i rozwiązania. Tu nie ma miejsca na kompromis. W sumie nawet ciężko to opisać słowami…

foto: Piotr Saweczko @ Dune Beach Resort Mielno
foto: Piotr Saweczko @ Dune Beach Resort Mielno

Poza tym jedna i zarazem istotna rzecz – ja naprawdę jestem „gadżeciarzem” i sam fakt zrobienia specjalnego uchwytu pod tylną lampkę na sztycy, zachwycił mnie chyba bardziej niż sam rower 😉 A jeszcze w dodatku lampki, którą mogę sterować za pomocą Garmina… No Mili Państwo, Ameryka!!! 😉 Lampka ładnie wkomponowana, błyska jak chcemy, a my po prostu jeździmy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli „wszystko fajnie, ale pisz chłopie co ten rower potrafi” – ano potrafi tyle, ile się z niego wyciśnie. Jest to rower bezkompromisowy i używając samochodowej terminologii „ma odejście”. Idziemy w korby i czujemy, jak rwie do przodu i jak momentalnie się rozpędza. Dużą robotę robią także koła i ich sztywność. Nawet wspinając się pod górę, czujemy jak nasza energia jest spożytkowana i pcha ten rower do przodu. Krótko mówiąc nic nie ucieka na boki. Co ciekawe pierwsze Madonki w tej odsłonie były przedstawiane jako rower zaprojektowany na minimalizowanie bocznego wiatru. Czy tak jest? Wiatr, to wiatr i nie ma zmiłuj, szczególnie przy wyższych stożkach – w tej kwestii trzeba nauczyć się panować na rowerem. Natomiast przy zjazdach rower mocno się
rozpędza. Wystarczy bardziej opływowa pozycja i patrzymy na licznik… Ktoś powie „ale mi odkrycie… czysta fizyka… każde ciało turla się szybciej w dół”. W sumie racja. Ale w tej kwestii wszystko zostało sprawdzone na własnej skórze, rowerze, oponach itd. Nie zawsze muszę pedałować, by z górki dogonić innych – niesamowite wrażenie. Co ciekawe, to wspominane wcześniej siodełko okazało się całkiem przyjazne. Pierwsze obawy, że teraz mi „wszystko” odpadnie, w ogóle się nie sprawdziły. Generalnie mam problem z doborem siodła i nie zawsze kupuję te super sportowe. A tutaj – wszystko bez zarzutu. Co też może być zasługą IsoSpeed, którą Trek tak bardzo reklamuje i instaluje w swoich rowerach. Powiem tak – chwilowo mam to ustawione na środkowy poziom. Nie odważyłem się pójść w
maksymalną sztywność, ale też nie zauważyłem „pompowania” rury podsiodłowej… Aaaa przepraszam, raz mi się zdarzyło, co wynikało z mojego błędu. Śruba od systemu nie była dokręcona z odpowiednim momentem i przy mocniejszych depnięciach czułem przyjemne bujanie 😉 Ale nie wpłynęło to na pogorszenie osiągów – rower był dalej rwący do przodu i nikt nie mógł mi zarzucić „opierdzielania się”.

foto: Piotr Saweczko @ Dune Beach Resort Mielno

Wszystko fajnie, ale zapomniałem o ostatniej jakże istotnej rzeczy. Grupa elektroniczna Ultegra Di2 – to był mój pierwszy kontakt z tym „ustrojstwem”. Zresztą gdzieś mam zdjęcie, które można zobrazować trzema słowami: rower, kabel, laptop. W swoim życiu pamiętam samochody, które się naprawiało młotkiem. Później przyszła technologia i nagle „Panie, podłączamy kabelek… i cyk, wiemy co się popsuło”. Ale, żeby rower pod komputer? Od tego nie uciekniemy. Ale czy chcemy? Jasne, że nie. Jeszcze jak dokupimy (niestety!) bezprzewodowy czujnik, to z poziomu aplikacji w komórce konfigurujemy sobie w jaki sposób nam się zmieniają przerzutki, kiedy i która jest zależna od której – w sensie przednia od tylnej, czy tylna od przedniej. Zabawa przednia, naprawdę 😉

I prawie na koniec… Trek daje nam możliwość konfiguracji roweru przed samym zakupem. Z pozycji dealera (sklepu) możemy w nim zmienić wszystko – długość sztycy, mostka, korbę, kasetę itd. Niekoniecznie za wszystko musimy dopłacać. Sam zapewne będę chciał zrobić Bike Fitting, ale chwilowo podchodzę do tego tematu na spokojnie. Mam wrażenie, że Trek wie co najlepsze dla kolarza o określonym wzroście, długości nóg itd. Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i zapewne coś się znajdzie do poprawy. Ale na chwilę obecną to nie jest „must have”.

foto: Piotr Saweczko @ Dune Beach Resort Mielno

Czy warto? Z uporem maniaka będę powtarzał WARTO. Oczywiście to jest kolejny rower w mojej „karierze” i długo dojrzewałem do tego, by w końcu zmienić sprzęt. Wiadomo, chciałem wcześniej, ale uwierzcie – kredyt we frankach potrafi zahamować radosną inicjatywę. Oczywiście nie każę każdemu kupować sprzętu takiej jakości jako pierwszy rower. Nie dajmy się zwariować. Ale każdy kto zaczął przygodę z kolarstwem, ten wie, że od tego nie ma odwrotu. I to oczekiwanie na prezentację nowych modeli na nowy sezon… I ten błysk w oku, gdy już są… 😉

I na deser będzie trochę PS-ów 😉 

ps. Madonka w nowej odsłonie w 2016 r. w ogóle mnie nie zachwyciła (sic!)… Przejechałem się nią, wróciłem do sklepu i powiedziałem „dajcie mi Emondę” 😉 

ps. 2. Zapewne szukacie w tekście specyfikacji technicznej – nie chciałem plagiatować opisów producenta 😉 Trek Madone SLR 7 Disc

ps. 3. Tarczówki są fajne. Fakt, nie hamują z taką siłą jak w MTB… Ale nie pozwoliły mi wpaść
w Mariusza, gdy ten nagle stwierdził, że jednak wejdzie „wolniej” w ostatni zakręt na
zjeździe… 😉

 

AUTOR: Marcin Ozga
ZDJĘCIA: Fotograf Piotr Saweczko
Podziękowania dla Dune Beach Resort  Mielno