Orlen Lang Team Race okiem “pierwszaka”.

Orlen Lang Team Race okiem “pierwszaka”.

15/09/2019 Wyłącz przez pawelap

Pod koniec ubiegłego roku powiedziałem sobie, że w tym zacznę swoje starty w wyścigach amatorskich. Stało się tak dopiero we wrześniu – Orlen Lang Team Race Bytów 2019 zaliczony. Jeśli jesteś ciekaw jak to wygląda z perspektywy “pierwszaka” to zapraszam.

Mija prawie rok odkąd zacząłem swoje przygotowania do kończącego się powoli sezonu. Mocno i jak się okazuje właściwie przepracowana zima na zajęciach z przyjaciółmi z CyclingKoszalin pozwoliła mi na naprawdę dobry sezon ale o tym za moment.
Życie potoczyło się tak, że dopiero we wrześniu stanąłem na starcie pierwszego wyścigu. Z perspektywy paru dni po, wydaje mi się, że wyszło bardzo dobrze, że mogłem zacząć zabawę w ściganie właśnie w Bytowie. Gdzie jak gdzie ale mieć swoją “premierę” w rodzinnych stronach legendy polskiego kolarstwa Czesława Langa? Nie mogłem wybrać lepiej 😉 . Sama organizacja to moim zdaniem klasa sama w sobie. Trasa dobrze oznaczona i świetnie zabezpieczona.

I pojechali…

Startowałem w kategorii M3 a sam start był podzielony na sektory, do których były przypisane odpowiednie kategorie podzielone na dystans mega i mini. Na mój sektor przypadły dwie kategorie – pomijając moją M3 była też M4. Razem z kolegami Piotrkiem i Łukaszem postanowiliśmy jechać razem cytuję jedziemy spokojnie tak aby bezpiecznie ukończyć wyścig – w końcu to nasz pierwszy(…)” – jasne 😉 . Po starcie honorowym, który potraktowaliśmy zdecydowanie za honorowo (brakowało z naszej strony jedynie chyba pozdrowienia papieskiego dla kibiców 😉 , tak piknikowo pojechaliśmy pierwsze 1,5 km.) okazało się, że chłopaki gdzieś zniknęli za mną. Powiedziałem do siebie “bez jaj jest wyścig – nie staniesz z boku i nie będziesz na nich czekał – są we dwóch poradzą sobie”. W tym momencie zacząłem zabawę po swojemu. Wiedziałem, że czołówki z ekipą Jarosława Marycza nie mam szans dogonić ale postanowiłem dać z siebie maxa.
Tym oto sposobem ruszyłem w zasadzie z samych tyłów całej stawki. Nauczony doświadczeniem z zajęć indoor cycling (wydolność i kontrolowanie pulsu) oraz (a może przede wszystkim) z Szosowych Czwartków, za cel obrałem sobie dać z siebie 100% i dojechać do mety jak najszybciej. Strategia jaką obrałem to dojazd do zawodnika przede mną, mały odpoczynek jeśli był potrzebny i dzida do przodu do kolejnego. Trasa była dość mokra ale dzięki podmuchom wiatru dość szybko zaczynała wysychać. Tak oto w zasadzie od drugiego kilometra zacząłem samotną jazdę w kierunku mety. Po drodze wyprzedzałem kolejnych zawodników by w okolicach dwudziestego piątego kilometra dojechać do grupy trzech zawodników, którzy jako tako współpracowali. Czwórka to już nie jest źle pomyślałem i rozpoczęliśmy wspólną jazdę. Szybko jednak zorientowałem się, że jazda ze średnią 32 – 33 km/h na godzinę to w tym dniu dla mnie za wolno. Po kolejnym zjeździe w okolicach trzydziestego znów się urwałem i kontynuowałem samotnie wyścig. Do mety, która usytuowana była na podjeździe, dojechałem z delikatnym zapasem sił i średnią 34km/h.

Odczucia…

Zastanawiałem się i analizowałem co mogę poprawić (po za tym, że wszystko 😉 ) i nasuwa mi się jedna konkluzja. Należy się wyzbyć wszelkich obaw przed niepowodzeniem a teksty przed startem typu “jedziemy na spokojnie” to droga do porażki. Trenujemy po to by dawać z siebie maksa i nawet największa klęska będzie wygraną jeśli dasz z siebie wszystko. W maju marzyłem o jeździe ze średnią 30km/h a we wrześniu kończąc wyścig ze średnią 34km/h odczuwam niedosyt. Osobiście uważam, że trenować trzeba intensywnie ale i z głową i planem. Droga, którą wybrałem okazała się słuszna.
Odnośnie wyścigu to świetne doświadczenie i polecam każdemu. Orlen Lang Team Race Bytów wpisuje się w mój kalendarz na przyszły rok z wielkim, wymalowanym sercem obok.