Kross Esker 6.0 – GraveLOVE

Kross Esker 6.0 – GraveLOVE

05/05/2020 Wyłącz przez pawelap

Stało się... Ponownie się zakochałem. Może jednak bardziej dyplomatycznie żeby mnie żona do domu wpuściła... Znalazłem rower dla siebie.

W zeszłym roku mocno przewijał się temat “wielkiej wojny” o przydatność rowerów typu gravel – komu to i po co. Słyszałem dużo głosów, że to nikomu nie potrzebna grupa, że to tylko chwyt marketingowy i takie tam. Powiem szczerze – sam tak myślałem. A dlaczego? Bo chyba zapomniałem, że rynek nie lubi pustki. Tak pustki, której nie dostrzegałem a słusznie dostrzegli ją spece od największych rowerowych marek.

Szczęście, że wybrałem się do chłopaków z Rowery Małgośka na tak zwaną bajerę i zobaczyć co nowego do nich przyjechało. W owym czasie zastanawiałem się nad przełajem ponieważ naoglądałem się filmów z mistrzostw i temat mocno mi się spodobał. Chwilę wcześniej sprzedałem swój MTB Kross Level B4 i już czułem odcięcie tlenu spowodowane tym, że zostałem jedynie z “szosą”. Brak możliwości pośmigania po lesie sprawił, że podświadomie zacząłem szukać alternatyw. Tak po ciekawych rozmowach z Michałem i Pawłem z “Małgośki” doszliśmy szybko do decyzji o przetestowaniu przeze mnie Kross Esker 6.0.

IMG_0993

Postanowiłem, że w moich artykułach nie będę zagłębiał się w typowo techniczne szczegóły. Osobiście na początku i tak kieruję się emocjami – rower musi mi się podobać i działać. W drugim momencie sprawdzam jaki ma osprzęt i czy to ma sens. Ponieważ temat tego artykułu przeleżał za długo na “liście rzeczy do zrobienia” opiszę wam moje odczucia z jazdy Esker 6.0 2019 (ponieważ cała historia rozegrała się w listopadzie 2019 i Esker na rok 2020 nie był jeszcze dostępny)

Warunki atmosferyczne nie były najlepsze, niska temperatura (poniżej 10 stopni) i przelotne opady deszczu sprawiły, że odechciało mi się katowania w lesie i zdecydowaliśmy się wraz z Tomaszem i Piotrem, na typowy coffee ride nad morze do miejscowości Sarbinowo.

Na codzień mam do dyspozycji leciwe już Kross Vento 4.0 w pełnym karbonie (rama, widelec + dorzucona karbonowa sztyca i siodełko), które waży około 7,950 kg. Czemu o tym piszę? Ponieważ Esker 6.0 waży około 11kg i ja różnicy nie czułem. Oczywiście nie możemy go traktować w kategoriach roweru do ścigania na szosie (chociaż dla upartego nic trudnego, w sumie to nawet za bardzo upartym nie trzeba być). Rower jest świetny, doskonale czułem jak reaguje na każde depnięcie w pedał a poszerzona u dołu kierownica typu flare zapewnia nam jeszcze lepszą kontrole podczas jazdy (i według mnie wygląda obłędnie!). To świadczy jedynie o tym iż waga nie ma tu wielkiego znaczenia. Jazda w deszczu na mokrej nawierzchni typową szosówką to (umówmy się) śliski temat – dosłownie. Opony o szerokości 37 mm, na których jeździłem Eskerem dawały komfort jazdy porównywalny z oponami o szerokościach typowych dla MTB – czułem się po prostu pewnie. Biegi (w modelu na rok 2019 to szosowa grupa Shimano 105) działają bez zarzutu. Jednakże po wjeździe na szutry czy do lasu przerzutka może mieć problemy z podskakiwaniem łańcucha na wybojach – dlatego w modelu na rok 2020 zastosowano najnowszą grupę Shimano GRX, która jest odpowiedzią Shimano na potrzeby grupy gravel.

Na koniec nasuwa się pytanie – komu poleciłbym rower typu gravel, szczególnie Kross Esker 6.0? Odpowiedź jest prosta – każdemu.
Jeśli jesteś “szosowcem” to będzie dla ciebie idealne rozwiązanie na posezonowe roztrenowanie w gorszych warunkach pogodowych. Jeśli jesteś fanem MTB to będzie dla ciebie dobry rower żeby zabrać się z kumplami na szosę i ewentualnie dokręcenie kilkunastu kilometrów na powrocie po lesie bez zmiany roweru.

Gravel to świetne rozwiązanie dla osób rozdartych miedzy MTB a szosą, które nie mają miejsca na dwa rowery w domu. Pozycja na Esker 6.0 pozwala nam na długie tripy asfaltowo – szutrowe, jak i krótkie przejażdżki po lesie czy szosie. To świetny rower, który daje nam wiele frajdy z jazdy i przy tym wygląda według mnie kozacko (matowe, czarne malowanie ramy i opony z brązowym paskiem to po prostu sztos!)