CykloFlesz #3: Rycerzy nie było ale i tak było… świetnie

CykloFlesz #3: Rycerzy nie było ale i tak było… świetnie

27/07/2020 Wyłącz przez pawelap
Wstajesz rano w niedzielę z przekonaniem, że to będzie udany dzień. Jesteś tego pewien bo wiesz, że czeka ciebie 100km kręcenia z przynajmniej 3 osobami do malowniczego miejsca jakim jest Zamek Rycerski a w sumie to hotel i restauracja Podewils, w miejscowości Krąg. Jak to wyszło w minioną niedzielę? Zapraszam do lektury.
Wstawaj, jazda czeka

Pobudka w niedzielę o 7.00 rano to ostatnio luksus. Szczególnie, że biegający kłębek sierści zwany dalej kotem, notorycznie budzi nas o 3 w nocy <3 . Coś pięknego. No nic nie poradzę – chciałem to mam. Pobudka udana i szybko się ogarnąłem wiedząc gdzie i z kim jadę. Szybkie, ukochane śniadanie czyli jajecznica z boczkiem i fasolą w sosie pomidorowym – nie ma nic lepszego. Dla mnie to “powerfood”, którego nie zamienię na nic innego – chyba że więcej jajecznicy z boczkiem i fasolką … 

Po śniadaniu sprawdziłem ostatni raz rower i sprzęt i cyk – gotowy na wycieczkę, której założeniem było przejechanie 100 km. w dobrym towarzystwie, na luzie, typowy “coffee ride”.

No to pojechali...

Miejsce startu ustalone było na to samo, z którego startujemy w #szosoweczwartki. Pomysłodawcą wycieczki był Daniel natomiast pieczę nad tempem i ogólem przejazdem sprawował Jarek Marycz.
Po dotarciu na start miło się zaskoczyłem bo już czekało jakieś 10 osób. Poczekaliśmy parę chwil i o umówionej 9.00 ruszyliśmy w składzie około 20 osób w stronę sianowa. Tam dołączyło jeszcze kilka osób i ruszyliśmy w kierunku na Ratajki.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że jest to fragment trasy, którą jeździmy w każdy szosowy czwartek.

 

Wyszedłem na rower i o tym zapomniałem...

Jak już wyżej wspomniałem, początek był nam wszystkim dobrze znany z czwartkowego kręcenia. Atmosfera jednak była tak wyśmienita, że zapomniałem, że jestem na rowerze i pedałuje – dosłownie. Pogawędki jedna za drugą, luz i spokojne tempo na poziomie 30 km/h. Tak mijaliśmy kolejne miejscowości.

Rycerzy nie ma ale i tak jest... świetnie.

Droga przebiegała bez większych komplikacji i całe szczęście bez niebezpiecznych zdarzeń. Tak spokojnie dojechaliśmy do hotelu Podewils, punktu docelowego naszej wycieczki. Hotel mieści się w  gotyckim zamku. Warto w tym miejscu przytoczyć, że pierwsze wzmianki o warowni pochodzą z 1495 roku. Warownia potem zamek został wielokrotnie przebudowany jak to bywa w tego typu budowlach. Nie będę w tym miejscu przybliżał całej historii zamku bo nie zrobie tego tak dobrze jakby to zrobił pan Bogusław Wołoszański. Najważniejsze dla mnie jest to, że miejsce ma swój niesamowity klimat. Co prawda rycerzy już dawno nie ma ale jest naprawdę magicznie. Posiadłość położona nad jeziorem Zamkowym. Otoczona pięknymi lasami w terenie pagórkowatym. Do morza nadal nie jest za daleko tak więc dla mnie bomba.
Na miejscu kawa. ciasto, kto co woli. Jest oczywiście czynna regularna restauracja ale wiadomo, że w tym przypadku pełny obiad nie łapał się w ramy ”coffee ride” ;). Muszę w tym miejscu wspomnieć o kolegach ze Słupska, którzy do nas dołączyli już na miejscu. Plan był taki, że mieliśmy spotkać się w miejscowości Jacinki ale wiadomo jak to czasami wygląda z planami. Najważniejsze, że mogliśmy się wszyscy spotkać, pogadać i zresetować głowy przed kolejnym tygodniem pracy w jakże urokliwych okolicznościach przyrody. 

Czas na kolejne przygody, w następną niedzielę 150 km? Kto wie… Czas pokaże.