CykloFlesz #1: Szosowy Czwartek w skrócie 20200611

CykloFlesz #1: Szosowy Czwartek w skrócie 20200611

11/06/2020 Wyłącz przez pawelap
Boże Ciało… dzień wolny ale na pewno nie od treningu. Nasz pierwszy oficjalny Szosowy Czwartek stał się faktem. W ciągu dnia pogoda była mocno kapryśna i trening stał pod znakiem zapytania. Generalnie dzisiejszy dzień określiłbym w trzech słowach, które są jednocześnie nazwą brytyjskiej grupy popowej, wet wet wet.

Pomimo nienajlepszych warunków, nawierzchnia dróg miejscami jeszcze mocno mokra, na miejscu ustawki pojawiło się około dwudziestu kolarzy.

Kilka nowych dla mnie twarzy, stali już bywalcy a także przedstawiciel ekipy od Jarka Marycza i Zbyszek z Gabinet Rowerowy.

Zwyczajem już jest, że startujemy równe pięć minut po siedemnastej (dajemy czas spóźnialskim chociaż dziś takich nie było)

Dziś przypadła mi rola zamykania stawki zgodnie z naszą zasadą iż nie zostawiamy nikogo z tyłu. Niby fajnie sobie jechać na końcu, można tak pomyśleć ale pomimo średniej na koniec, która wyniosła 30,3km/h, wróciłem zmęczony.

Sianów przejechaliśmy jedną grupą, czego w przyszłości będziemy się trzymać. Był moment na pogaduchy w luźnym tempie. Pomimo tego iż dziś przyjechali głównie mocni kolarze, na wysokości Orlenu, na wyjeździe, start i podjazd był nad wyraz spokojny. W sumie to powiedziałbym, że nawet piknikowy jak dzisiejszą ekipę, która była mocna ale nie w najsilniejszym składzie.

Po pierwszych podjazdach było już jasne kto jest w jakiej formie w dniu dzisiejszym. Wydawało się, że pogoda nie była zła do jazdy ale momentami było wręcz parno. Być może to było powodem podziału peletonu.

Najważniejsze, że na tyle nie mieliśmy jakiś kosmicznych strat i mocniejsza część dzisiejszej ekipy nie musiała za długo na nas czekać. 

Szybki banan, szybkie picie, zamienione parę zdań i byliśmy gotowi do powrotu.

Powrót “to już z górki” dosłownie (trasa charakteryzuje się tym iż powrót to więcej zjazdów niż podjazdów). Zaraz za miejscowością Sowno, na krętym zjeździe, mieliśmy pierwszego, na szczęście niegroźnego, szlifa w tym roku. Jeden z kolegów musiał awaryjnie hamować co na mokrej i śliskiej nawierzchni skończyło się upadkiem.

Jak to się mówi “najważniejsze, że rower cały” 😉

Podsumowując muszę przyznać, że było to co w kolarstwie najpiękniejsze – uśmiechnięci ludzie. Mniej ważne to kto z jaką średnią przyjechał (mocniejsi mieli średnią prędkość na poziomie około 37km/h z całego treningu). Ważne, że udało się wszystkim ukończyć trening i nawet na 3,5km podjeździe pod Górę Chełmską wjechaliśmy jedną grupą.

Do zobaczenia za tydzień! Oczywiście w tym samym miejscu o godzinie 17.00